nju mobile

Autor: Maciej Filipek, Gatunek: Poezja, Dodano: 28 listopada 2017, 14:57:23

 

Mitochondrium idzie z liścikiem w wyciągniętej ręce.
Teraz to jest jeszcze niemowlęca piąstka.
I macha tym liścikiem jak grzechotką
- zwiastunka niusów. Robi wiatr. Kto ma wielkie oczy ten łzawi.
Komu się to pismo złożyło? Kto moczył piórko w atramencie?
Siedział schylony pod pręgierzem blasku i skrzypiał.

Wszystkie litery nieśliśmy jak chrust, rusztowanie pod ogień
i grzaliśmy się przy nim. Było zimno. Ciało marzło.
Paliliśmy ciałem w piecu. Ale zamysł był znacznie potężniejszy
niż w Auschwitz, Ravensbruck i Dachau razem wziętych.

Kogoś ci skrobnęłam, mówi ona. Mitochondrialna
Ewa. Pierwotna kobieta mówi to kimś, nie sobą.

Skąd wytrzasnęłaś takie awangardowe imię?

Wyłowiliśmy się z ciała, podnieśliśmy z wody,
ciało opiło się, kiedy jeszcze rzeki nikt nie nazwał, 
a ono już leżało na brzegu i łapczywie chwytało powietrze.
Już wtedy, w zamierzchłych czasach
prosty lud chodził do niej spać i szeptał.
To już ktoś spoza nas.

Kilka czułych, lepkich słów. Życie. Śmierć w liście.
Śluz między palcami, rozciągliwy. 
O tu! Tutaj jest miejsce, by dać początek komuś nowemu!
Nikt spoza nas nie mógłby o tym powiedzieć.

Najpierw lampka białego wina w tym tłumie artystów.
Smakuje wybornie. Pamiętaj jak zaczynaliśmy
ćwiczyć na lampie, pękał gorący klosz.
Ale najpierw żarówka. Światło na smyczy nie może
wybiec zbyt daleko, jasność gryzie cień.

Żadna przyjemność. Całe życie na ślizgu,
szkiełko ci to powie, laborant to wiedział, lecz milczał.
Robił zestawienie w excelu i wyszło,
że w tym dniu pęknie pęcherzyk Graafa.

Z liścikiem podąża ku błonie komórkowej
retikulum endoplazmatyczne. Gwiazda tego zamieszania,
cicha i wsobna. Wszystko jest ważne.
Masz mutację genu i idziesz na zespół genetycznych chorób.

Jaki to zespół będzie ci grał do snu pieśni
śliskie, lepkie jak śluz. Kończy nam się podpałka,

idź po omacku, po ścianach. Draśnij.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane przez autora.