Dziennik marynarza

Autor: Maciej Filipek, Gatunek: Proza, Dodano: 05 listopada 2017, 15:54:32

Dopiero teraz, słuchając melancholijnej muzyczki, odkryłem jak bardzo tęsknię za moim ojcem. Melodia skrzypiec wiodła mnie przez meandry wspomnień. Dom wyobrażony unosił się jak chmura z dialogiem lub domysłem nad głową bohatera komiksu. Dotarło do mnie, że dom to nie ściany, podłoga i sufit. Dom zbudowany jest z istoty szarej i białej. Z włókien mięśnia poprzecznia prążkowanego i substancji chemicznych roznoszonych przez krew po całym organiźmie. Żadne sprzęty. To fikcja. Ojciec pewnie łowi teraz ryby albo wlewa do gardła wódkę lub piwo, bo na mocniejszy trunek może go nie stać. Mam 23 lata i czuję, że noszę w sobie małego gnojka, a przecież ten gówniarz, ten mały Przemuś, który jest pomniejszoną wersją mnie, musi kiedyś w końcu się ze mnie wydostać. Czy ja mam wbić sobie nóż w trzewia i upuścić krwi i pokarmowej treści, czy może wzdłuż żyły otworzyć jednak światło naczynia, żeby skurwysyna oślepić? Nie dalej jak wczoraj okazało się, że pani psychiatra nie ma dla mnie złotej recepty. Nie wie w jaki sposób mam uwolnić siebie z siebie i wejść w życie w nowym ubraniu, bez zbędnego ciężaru. W nowe życie. Mówi tylko to co ja i tak już od dawna wiem. Albo zrobię inaczej. Połknę cały listek przetermiowanych tabletek polopiryny i raz na zawsze pozbędę się gorączki i bólu mięśni. Codziennie kładę się do łóżka rozparzony i zasypiam dopiero nad ranem. Poza tym zdezorientowanego przeciwnika łatwiej powalić na ziemię, skrępować i zastraszyć. Chłopaki z miasta cię dojadą. Rozumiesz? Będziesz dojechany. Powiem im, że jesteś pedałem. Ale czy mogę mieć pewność, że nie wślizgnę się z powrotem do siebie przez ucho w jakiejś zasłyszanej opowieści mojej rubasznej siostry, która myśli, że jest inteligentna? A chuja jest. Fiasko ucieczki. Przed rodziną udaję jako bardzo nienawidzę mojego protoplastę. A w rzeczywistości tęsknię za nim. Każdego dnia rano biorę w dłoń żyletkę i pędzel. Krem do golenia nakładam najpierw tylko pod nos. Sprawdzam, czy już w tym wąsie jestem podobny do mojego ojca. I zanim rozprowadzę resztę kremu i zetnę zarost, chrząkam tak jak on i pluję w konchę umywalki zielonym, gęstym glutem odciągniętym z głębi czaszki. A potem sprawdzam, czy z dupy nie wypadł mój hemoroid, co go wyczułem ostatnio pod palcem. Tak jak kiedyś jemu wypadł z tyłka żylak i musieliśmy jechać do szpitala na operację, bo nie pomagało już siadanie centralnie odbytem na rogu stołu kuchennego, żeby ukoić - choć na chwilę - i ból, i przykry, uporczywy świąd. Chirurg, chyba zdrowo najebany, choć nie zgłosiliśmy tej sprawy, ale czuć było od niego woń alkoholu. Więc chirurg urządził ojca boleśnie i na amen. Lała się jucha i ropa. Przetoki w dupie, czy coś. Matka usłyszała od jakiejś nawiedzonej sąsiadki mistyczki; najlepsza na to - pani - jest huba. No i biegaliśmy po parku z siostrą od drzewa do drzewa w poszukiwaniu kosmicznego grzyba, bo matka czepiła się tej brzytwy jak tonący. Mam skłonności po nim. Więc na razie śmierdzą mi tylko opuszki. Wątroba też dokucza, bo nie powiem, do picia to ja mam talent po ojcu. Wzdęty brzuch, podwyższone próby. Nie mam nikogo. Żadnych dzieci i kobiety. Nigdy nie ruchałem, choć kilka razy byłem naprawdę blisko. Rozprawiczyła mnie sztuczna wagina, którą zamówiłem sobie w internetowym sklepie. Nie powiem, było przyjemnie. Kiedyś w piwnicy miętoliłem oblrzymie, obwisłe cycki dużo starszej ode mnie niepełnosprawnej koleżanki. Wzwód był. Zwaliła mi nawet konia ręką, ale nie posunąłem się ani kroku dalej, chociaż koleżanka może by i chciała. Sztuczna cipa nigdy za to nie zrobi ci problemów z kasą, nigdy ci nie wypomni, że nie zarabiasz albo, że zarabiasz, ale mało. Przy niej możesz być goły i wesoły, a na niej nie zrobi to żadnego wrażenia. Co najwyżej usłyszysz mlaśnięcie, ale i to kiedy ją zwilżysz olejkiem. Trzymam moją sztuczną cipę pod poduszką, kiedy trzeba obudowuję ją w wymyślone ciało. Raz w tygodniu odświeżam wodą z mydlinami. W planach mam jeszcze pompkę do powiększania kutasa, bo może wreszcie odważę się wyjść w miasto, a w nim trzeba mieć bycze jaja.

Dodawanie komentarzy zostało zablokowane przez autora.