dewocjonalia

Autor: Maciej Filipek, Gatunek: Poezja, Dodano: 02 grudnia 2017, 18:13:11

Przyszliśmy kłusować z siateczką śródplazmatyczną.

Wyłowić wszystkie rybosomy, kiedy zajdzie już
księżyc serca i słońce twej wątroby. Heh.
Może jest odwrotnie. Może chodzi jedynie o barwę.

Nicień w mięśniu żre mięso.
Ni cień, ni mięso. Znikasz.

Zarzuciliśmy sieci śródplazmatyczne,
noc była parna. Staw bagienny odbijał światło.
Przyszedł pierwotny człowiek z włócznią włosa i rzucał.
Wbijał w skórę twojej głowy włócznie.
Akuszerka wzięła cię na ręce, zachwyciła się,
a ty wyślizgnąłeś się w inny świat.
Powiedziałeś pierdolę rzeczywistość
i była to wsobna obelga, której nikt nie usłyszał.

Zarzuciliśmy śródplazmatyczne sieci i czekaliśmy na przypływ.
Najpierw kulki z chleba. Dżdżownica. Potem haczyk.

Impuls elektryczny ślizgał się po nerwie, rybosomy
tuż przy powierzchni, do góry podbrzuszem.

Jest już mętne oko, które się nie wyrazi.
Jesteś ty, który w tym oku widzi siebie wyraźnie.

Wziąłem pod język kwas rybonukleinowy,
następnie zgryzłem. Widziałem fluoresceinę.

Wymiociny. Nadgryziona tkanka,
ten siedział upalony skrętem,
kto to wszystko pojął i stworzył.

Powiedział - ja jedyny miałem
pozwolenie na połów,
ale było was za dużo bym podołał.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane przez autora.