cancer

Autor: Maciej Filipek, Gatunek: Poezja, Dodano: 27 września 2017, 15:45:54

Do znajomych przyjąłem
Oziębłość Seksualną i Najlepsze Horrory. 
Biorę udział w pranku.

 

Pasterz prowadzi owce.
Popęd i lęki.

 

Biegnę. Mam sen jak w lesie
depczę po kostkach.
Zwapniała ściółka i pleśń na roślinach.
Pękają krople, słychać trzask gałęzi.
Igły robią hałas na moją prośbę: zróbcie hałas.

 

Miasto nie ma zbyt wielu punktów zaczepnych,
są za to umiejętnie rozstawione.
Chorzy na raka ciągną za sobą chorych.
Zatraceni w szaleństwie ciągną do zatraconych.
Mądrzy trzymają z mądrymi, głupcy szukają głupców.

 

Stoję wykluczony na przejściu dla pieszych
i pies z kulawą nogą. Co nam mówi skrót.
Jaki jest kod językowy, że nie rozumiesz
osamotnienia, o którym wyraziłem się jasno.

 

Z jaką częstotliwością drży czerwone,
że z całą pewnością bierzesz je za jednostajnie świecące.
Na zdjęciu rentgenowskim płuco 
przysłonięte niemowlęcą piąstką.
Na płucu ptak odrywa się od ciebie.
Śmierć cały czas w nas gaworzy i potrząsa grzechotką.

Dodawanie komentarzy zostało zablokowane przez autora.